O Beacie G. zrobiło się w mediach głośno latem 2008 roku, gdy 32-letnia łodzianka zdecydowała się urodzić dziecko małżeństwu ze stolicy. Za podpisanie umowy dostała 30 tysięcy złotych. W maju ubiegłego roku kobieta urodziła syna. Dziecko zostało zabrane do Warszawy, ale potem Beata G. chciała biologicznego syna odzyskać. Później znów zmieniła zdanie i twierdziła, że o prawa do syna jednak walczyć nie będzie.
Rozprawy w tej sprawie toczą się w łódzkim sądzie za zamkniętymi drzwiami. Wczoraj sąd przesłuchał kolejnych świadków. - Zeznawały nauczycielki i pedagog szkolny - mówi "Gazecie" mecenas Maria Wentland-Walkiewicz, która reprezentuje matkę dziewczynek. - Nie powiedziały o niej złego słowa i to dobrze rokuje. To wszystko, co mogę powiedzieć - informuje.
Żródło: gazeta.pl


Dodaj komentarz