Mam pomysł, żeby zebrać listę sprawdzonych przez nas wszystkich pomysłów - dużych i małych - na to, co można robić samemu, żeby sobie pomóc w trakcie starania się o dziecko. Czyli jak sobie ułatwić życie, żeby mniej bolały rozczarowania, żeby się chciało chodzić do pracy, itp. Jeśli chcecie to możecie dopisywać swoje pomysły. Poniżej kilka pierwszych na dobry początek
Co robić, żeby starając się o dziecko, nie zwariować!
- mieć przyjaciółkę, której można się wygadać,
- zrobić plan działania,
- napisać sobie plan awaryjny, czyli co robić, jeśli kolejna próba się nie uda
- mieć alternatywy,
- znaleźć sobie hobby niezwiązane z dzieckiem (np. taniec, rolki, itd.)
- sprawiać sobie małe przyjemności (np. dobra kawa o poranku razem z mężem)
- robić sobie przerwy w staraniu
Dopisz swoje pomysły! Komuś mogą się przydać!


Woj.:mazowieckie
Zastanawiam się komu bardziej doskwiera problem.. Kobiecie czy mężczyźnie, bo przecież na internetowych forach szaleją same baby i rzadko poznaje się punkt widzenia mężczyzny;)
Ale wracając do tematu... zakładając, że to kobieta bardziej wariuje proponuje opiekę męża, taki już chyba najlepiej wie co zrobić by trochę odciążyć ukochana psychicznie.
A poza tym np... jakieś weekendowe wycieczki, raz morska bryza, innym razem świeże górskie powietrze.
Woj.:mazowieckie
Dzięki Maruni! Dodam tylko od siebie, że czasami mężulkowi trzeba dać łopatologiczną instrukcję obsługi żony :))). Bo mój mąż np. koniecznie chce "rozwiązać mój problem", a ja potrzebuję tylko żeby mnie przytulił :)
Dopisujemy do listy pomysłów i czekam na więcej :)
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Woj.:mazowieckie
Aktualne dziś.... Z blogu Anyi Sizer (www.thefertilitycoach.co.uk)
"Coping with Mothers Day
March 12th, 2010 | Author: admin
There are many days in the calender that can cause even the toughest of people to crumble when facing Infertility . Usually the ones marked out with some sort of Clintons cards overload on the high street . But Mothers day for many people will be the hardest .
I remember distinctly one year when we were right in the middle of a whole load of tests and unhelpful comments from specialists sitting in church as they brought flowers round for all the mums .
And I just felt so unbearably sad .
Luckily for me I have a fantastic husband who knew just how badly this would be hurting me and who chose to treat me like a queen anyway that day .We had a lovely meal together , went to the cinema and generally indulged in the two of us .
The hurt was still there , as it often is with Infertility , but some lovely food and a crappy film certainly went a long way in helping me to feel valued .
And perhaps thats what is important on any day that needs that extra bit of support . To be with those that make us feel that actually we are special and wonderful and living a good life , despite circumstances .
Mother or not ( YET ! ).
To take time also to value ourselves . To say a huge giant enormous well done to us for fighting and battling for something so valuable .
Dont underestimate what a lot Infertility will plonk on your plate , without being asked for !
And yet here you are , doing the best that you can . Probably ticking all the right preconception boxes , let alone the tests , the appointments the highs and lows of Infertility . You are amazing , and one way or another you will get through this . But for now stop and allow yourself a well done .
USE mothers day as a day to be self indulgent .
Use mothers day to recognise what you are facing and acknowledge your achievements thus far , be they small or big .
Use Mothers day as a day to do whatever you want and be with whoever you need to be ..it is a NO OBLIGATIONS day ! No ought to’s , should’s , or people pleasing .
And ultimately remember that Mothers day , like Christmas , like Easter , like every other clintons cards moments is tough for many more people that we know , and for many many reasons .
And just like ALL those other days it is just a day and it soon shall pass .
I hope your day is as good as it can possibly be within the circumstances , and that you buy yourself AT LEAST one huge bunch of flowers .
All best wishes
Anya"
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Sport sport i jeszcze raz sport, najlepiej dwuosobowy aby móc pograć z mężem, np tenis ziemny, ja uwielbiam! dobrze jest się zmęczyć a potem po zimnym prysznicu odpocząć w ramionach ukochanego
Witam, pierwszy raz opiszę w internecie swoje smutki... Już zbiera mi się na płacz.... Nie mam już siły sprawdzać co miesiąc na teście czy są 2 kreski.
Bardzo pragnę dziecka/-ci. Nie wyobrażam sobie życia bez nich. Dla mnie to sens bycia kobietą i życia.
Staramy się z mężem już od dwóch lat i nic. Nigdy nie brałam żadnych pigułek i chemii.... Według ginekologa mogę mieć dzieci. Przepisał mi progesteron 400mg. I wciąż nic. Mąż w czwartek ma wizytę na badanie nasienia.
Tytuł: starać się o dziecko i nie zwariować, odzwierciedla całą mnie. Tak bardzo pragnę dziecka, że bywały miesiące obsesji pod tym względem. Seks na ''te dni'' przestał bawić. Jestem jak maszyna, która próbuje zaskoczyć w odpowiednim momencie i jej się to nie udaje....
Nie mam zielonego pojęcia o radach na to by nie zwariować. Dla mnie: po prostu ich nie ma. Robiłam wolny miesiąc, starałam się nie myśleć... Zrobiłam i przeczytałam wszystko, i zdrowo się odżywiam, i nic. Mam dosyć, nie mam sił, a mimo to nie poddam się. Muszę i chcę mieć dziecko. Zniosę wszystko. Obawiam się, że przede mną inseminacja wcześniej czy później. A potem...inne czynności....
Tylko, że to tak bardzo boli w sercu... brak dzidziusia. Wyobraźcie sobie, że nie mam dzidzi, a jednocześnie jest najbardziej kochanym dzieckiem na świecie, najbardziej wyczekiwanym. Wszystkie materiały przeczytałam dotyczące dzieci, pokój oczywiście nie urządzony, ale czeka.... Tylko nam dziecka/-ci brakuje do szczęścia. Tylko.
Widzę, że nawet takie wyrzucenie z siebie co boli, doskwiera w związku z brakiem potomstwa nie pomogło. Co dzień płaczę, a na pewno jestem smutna, przygaszona.
Nie mam siły egzystować bez dzieci, to cały sens życia. Właściwie jestem pozostawiona sama sobie z tym problemem. Mąż za bardzo nie umie mi pomóc.
Pragnę dziecka i tylko to się liczy. Tylko to. Ja już zwariowałam i oszalałam. Boję się, że popadam w depresję, mówię o tym mężowi, a on nie widzi problemu. Jeśli wyjdzie tak, że nie brak ciąży jest z mojej strony to... nie przeżyję tego. Może zrozumie to któraś z Was, która ma/miała podobną sytuację co ja.
A przyjaciółka? Oczywiście wspiera, ale sama ma problemów mnóstwo. Nie jestem osobą, która obarcza swoją nieporadnością innych. Każdy ma jakieś problemy.
To straszne , gdy kobieta w moim wieku ( 29 lat wkrótce ) nie może zajść w ciążę. Jestem silna psychicznie, ale wszystko ma swój koniec.
Nie mam siły, nie mam.
Woj.:mazowieckie
Cześć Magdalena UK! Nie mogę powiedzieć, ze wiem dokładnie, co przechodzisz, bo każda z nas przeżywa niepłodność po swojemu, ale jednak dużo rzeczy, które piszesz, brzmi tak znajomo.... masz wszystko, tylko dziecka brakuje do szczęścia, zwariowałaś na punkcie dziecka, możesz zrobić wszystko, poświęcasz siebie, dziecko wydaje się rozwiązaniem wszystkiego a jednocześnie czymś takim niedostępnym.... staranie o dziecko wypełnia całe życie. Nadzieja miesza się z beznadzieją, siła z totalną bezsilnością.
Zachęcam Cię do tego, żeby szukać wsparcia w Twojej sytuacji. I to, że tu napisałaś jest już pierwszym krokiem. Super. To znaczy, że masz siłę walczyć o siebie. Warto zadbać o siebie po to, żeby było łatwiej czekać na dziecko, ale też po to, żeby to dziecko miało szczęśliwą matkę, która ma swoje życie, którym się cieszy. Tak, żeby w momencie, kiedy przyjdzie na świat rodzice nie "uwiesili" na nim wszystkich swoich nadziei i potrzeb.
Znam wiele dziewczyn, ktore były w podobnym miejscu, co Ty, i znalazły sposób, żeby zadbać o siebie i teraz albo łatwiej jest im czekać na "dwie kreski", albo nawet są już w ciąży, bo pozbyły się dużej części presji psychicznej, która je blokowała. To jest naprawdę możliwe! Tylko trzeba próbować. Opcji jest sporo. Można skorzystać z pomocy psychologa, z coachingu, ze wsparcia dziewczyn na forum i wypróbować jeden ze takich sposobów, małych rzeczy, których listę tworzymy, a które przynoszą ulgę.
Spróbuj sobie przypomnieć jakie rzeczy sprawiały Ci kiedyś radość, dawały odskocznię, wyluzowały Cie. Napisz o nich.
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Woj.:pomorskie
Pomysł by nie zwariować w staraniu o maluszka, może być następujący :
PO PIERWSZE NIE CHODZIĆ PO SKLEPACH Z DZIECIĘCYMI UBRANKAMI/ZABAWKAMI
--zapisać się na basen ( z partnerem lub bez )jutro się zapiszę ;
--zadbać o ogród / kwiaty na balkonie ;
--gotować niesprawdzone przepisy kulinarne ;
--zapisać się na interesujący Cię kurs ,ja robię prawo jazdy ;
Na razie tylko to mam w głowie, to co lubię, każda z nas ma swoje ulubione sposoby na poprawę samopoczucia, by poczuć się jak najważniejsza na świecie!
Mam (prawie) 29 lat, i pamiętam jak miałam 17 i więcej, i co wówczas lubiłam robić.
Czasem a nawet CZĘSTO na nic nie mam ochoty .... jednak trzeba coś zrobić, coś robić, czymś się zająć, bo naprawdę OSZALEJEMY jeśli nie będziemy miały rąk czymś zajęte czy nóg.
Wiem, że to trudne i to bardzo, bardzo!! Trzeba po prostu wbić sobie do głowy, że musimy czymś się zająć i żyć w miarę normalnie. To jest straszne dla nas kobiet, ale MUSIMY by stworzyć iluzję dla naszego organizmu a nawet umysłu, że wszystko jest w najlepszym porządku, by ten mógł być przygotowany na nasze maleństwo.
Woj.:mazowieckie
Super Magda! Dzięki! Trzymaj się!
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Niewiele można zrobić aby nie zwariować w świecie w którym aż roi się od matek i ojców z dzieciakami, kiedy pracuje się z dzieciakami i kiedy wszyscy dookoła są w ciąży :(
Wycieczka ??? wszędzie pełno szczęśliwych rodzin ...
Pies czy kot??? dla niego nie dadzą nam "macierzyńsieigo"
Adopcja -to nigdy tak do końca nie będzie "nasze" dziecko
film - tam na końcu często jest " i zyli długo .... i mieli dzieci
bezpłodni skazani są na depresję ...
Woj.:mazowieckie
Azika, jak się masz na dziś? Dalej tak samo, czy trochę lepiej? Znam taki stan z autopsji, kiedy jedyne światełko w tunelu to nadjeżdżający pociąg... Daj znać
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Woj.:mazowieckie
Ja dorzucam do listy oddech. Świadomy oddech to jest najprostsza rzecz, którą można zrobić zawsze, a która pomaga nam wrócić do siebie - do domu.
Dobrej nocy
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Woj.:mazowieckie
O i jeszcze znalazłam listę, które robiłyśmy z dziewczynami jakiś czas temu. Może się przyda
1. Pójść na jogę
2. Wypić kawę o poranku
3. Zwrócić uwagę na swoje ciało
4. Myśleć o sobie „JESTEM PŁODNA”
5. Wypisać 5 rzeczy, które sama załatwiłam
6. Iść spać, kiedy jestem zmęczona
7. Gadać z mamą, przyjaciółmi
8. Pomagać innym
9. Przyjechać na coaching
10. Pogłaskać siebie
11. Spać do 10.00
12. Napisać do siebie list wdzięczności
13. Realizować swoje pomysły
14. Nosić ubrania, które uwielbiam
15. Słuchać głośno muzyki, tańczyć i śpiewać
16. Porozmawiać z szefową o awansie
17. Mówić czego chcę i czego nie chcę
18. Posłuchać intuicji
19. Jechać na urlop nawet jeśli mogę być wtedy w ciąży
20. Przestać mówić do siebie po nazwisku. Chcę mówić do siebie po imieniu – czule
21. Zapytać męża dlaczego mnie kocha – niech napisze do mnie list miłosny.
Czekam na Wasze pomysły!
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Masz macice i jajniki - musisz być płodna , Głowa Do góry
Woj.:łódzkie
Wpadł mi w ręce ciekawy artykuł, myślę że świetnie się nadaje do naszego tematu.
"Robią wszystkie możliwe badania, znają dokładnie preparaty, wpływ diety i faz księżyca na płodność. Całe ich życie podporządkowane jest poczęciu, a każda kolejna miesiączka to dramat i płacz w poduszkę. Staraczki to zgrana społeczność internetowa. Na licznych forach zwierzają się sobie, wymieniają doświadczeniami, radzą, pocieszają, wspierają i cieszą, kiedy którejś w końcu się uda."
Źródło: onet.pl
Treść całego artykułu: http://dziecko.onet.pl/48424,4,7,staraczki,1,artykul.html
Woj.:podlaskie
Cześć, być lub nie być, myśleć lub nie myśleć!
Dzisiaj pierwszy raz korzystam z forum, bo siedząc w domu i rozmyślając o poczęciu dziecka, myślałam, że zwariuje. I tak trafiłam na Wasze forum. Od 3,5 roku staramy się z mężem o dziecko i wciąż nic. Codziennie staram się nie myśleć, znaleźć sposób na siebie, ale wciąż mi nie wychodzi.
Nawet wzięłam dłuższy urlop bezpłatny (miałam bardzo stresującą pracę), aby się wyciszyć, ale zamiast tego, jest wyścig z czasem, że urlop zaraz się skończy, a upragnionej ciąży wciąż nie ma.
Od dziś postanowiłam walczyć o siebie i nas związek. Mam bardzo dobrego męża, ale ostatnio zatruwam tylko wszystkim życie swoimi smutkami. Starałamm się znaleźć jakieś hobby, ale mieszkając w małym mieście ma się niewiele alternatyw (oprócz czytania książek).
Aby choć trochę zmieścić się w tematyce, proponuje:
Po pierwsze: wdrożyć w życie poranną gimnastykę (15 min)
Po drugie: wieczorny spacer z mężem (łatwiej się rozmawia niż siedząc na przeciwko siebie)
Trzymam kciuki za wszystkie starające się, a czytając Twój post Magda, widzę siebie i doskonale rozumiem.
Woj.:śląskie
Witajcie...
Po przeczytaniu wpisu Magdy UK oczy mialam pelne lez, bo wiem co czujesz. Wlasnie przez to przechodze, juz 3 dzien.. Juz na zawsze w mojej glowie pozostanie godzina 10:19 dnia 26 lipca 2010 roku. To wlasnie wtedy odczytalam wyniki mojego ukochanego meza - z opisem teratozoospermia (tylko 2,5% o prawidlowej budowie, wady glowki 81%) i leukocytospermia (az 8,5 mln leukocytow w 1 ml, a ml nasienia bylo 4,5...).
Nie plakalam. Ja wylam z bolu i pytalam Boga - dlaczego wlasnie moj kochany maz?!? Ktory juz i tak wiele w zyciu wycierpial i zawsze mial pod gorke... :(
Nastepnego dnia wybralismy sie do urologa - stwierdzil, ze tragedii nie ma jeszcze... Musimy zrobic badania, ktore sa kosztowne, a nasze panstwo takim jak my nie pomoze. Placimy podatki, skladki i gowno z nich mamy :/ a gdy sa problemy to jestesmy sami. Taka prawda, boli jak nie wiem co.
Juz 3 dzien placze...obwiniam Boga, ze nas opuscil... Jestesmy niecale 10 mcy po slubie, razem od prawie 7,5 lat, pierwsi partnerzy seksualni i pierwsi na powaznie... Staralismy sie marzec, maj, czerwiec i lipiec... W kwietniu leczylismy Ureaplazme spp. Nie wiem co dalej. Najgorzej jest, gdy jestem sama w domu, jak teraz np. Mysle, ze jesli taki stan rzeczy potrwa np. 3 lata to tego nie wytrzymam i popelnie samobojstwo. Latwiej byloby mi, gdybym to ja byla chora, wtedy na pewno usunelabym sie z zycia mojemu mezowi, a tak to chce zyc dla niego i mu pomoc, na tyle ile moge..choc powiem szczerze, ze gdy sie dowiedzielismy o wynikach to on bardziej mnie wspieral, niz ja jego...:( bardzo mi smutno, ze mam tak malo sily w sobie...jak mam go podnosic na duchu, gdy sama cierpie..? Czuje , ze Bog nas opuscil, ze nie pobogoslawi nam dajac dzieci. Jestem wierzaca, ale teraz brak mi tej wiary...Mysle sobie, ze moze wystawia mnie, nas na probe....chce sprawdzic jak damy sobie rade z taka swiadomoscia - niebyciu rodzicem. Nie dopuszczam do siebie tej mysli - dla mnie dziecko jest sensem zycia, pragne ucalowac, przytulic dziecko mojego meza, prawgne aby byl taki jak on... Dlaczego Bog nie chce nam go dac tak jak daje innym w normalny sposob? Nie chce in vitro, nie stac nas na nia... Wciaz nie wierze, wciaz mysle, ze to sen...lecz gdy sie budze to wiem, ze to moje nowe zycie, bez dziecka w najblizszym czasie, a moze i juz na zawsze bez niego.
Jak mam zyc? Stracilam radosc zycia, jak sobie z tym radzic?
Boje sie depresji... choc mysle, ze mnie nie ominie. Nic dobrego juz nie zaznam na tej ziemi, jestem stworzona po to by cierpiec. Moje serce placze, gdy widze kobiety w ciazy, na ulicy, czy w sklepie. Boje sie pytan - dlaczego nie mamy dzieci... Tak bardzo sie boje, tak bardzo krzycze i nie czuje teraz obecnosci Boga. Bog mnie opuscil. Moze kiedys mi wyjasni, dlaczego tak mnie skrzywdzil.. Budze sie rano i zdaje sobie sprawe z tego, ze może nigdy nie będę mamą...a moj ukochany maz tata... brak mi juz slow.
Chcialam tylko swoje uczucia wylac na "papier" - nigdy tego nie robilam...ale teraz musze...moze ktoras jest w podobnej sytuacji... Boze, dlaczego? Nie zrozumie tego NIGDY, ze dajesz zycie ludziom, ktorzy nie chca go, a tym, ktorzy o to zycia zaczynaja walczyc, rzucasz sama glazy pod nogi... Dlaczego? ;(
26.07.2010. - początek życia ze smutną świadomością... początek walki o nasze Maleństwo...
Woj.:łódzkie
Olu... Na szczęście sam wynik nie oznacza od razu tragedii. Są różne metody leczenia niepłodności, in vitro jest zawsze ostatecznością. Zanim lekarz zaproponuje in vitro na różne sposoby będzie próbował poprawić jakość nasienia. Z pewnością musicie uzbroić się w cierpliwość, jednak nie wolno Ci się załamywać na samym początku!
Dawaj znać co u Ciebie! :)
Proponuję Ci jeszcze lekturę tematu:
http://www.nieplodnosc.pl/forum/teratozoospermia-a-szansa-na-naturalne-p...
Nieplodnosc.pl - Największy w Polsce wortal o niepłodności.
Woj.:mazowieckie
Ola, zgadzam się z Honoratą. Jedna diagnoza niczego nie przesądza. Mogłabym wymieniać i wymieniać przypadki par, którym lekarze w ogóle nie dawali szans, na nic, nawet na in vitro, a teraz mają zdrowe dzieciaki. Co do Boga, to zdecydowanie nie mam pojęcia dlaczego dopuszcza różne mało przyjemne sytuacje w naszym życiu. Z drugiej strony wiem, że daje nam przy tym ogromny dar - innych ludzi, którzy nas wspierają - czasem to mąż, czasem lekarz, czasem ktoś na necie, albo na ulicy - różnie. Poza tym jakoś tak to się dziwnie kręci, że zwykle nawet z trudnych sytuacji wynika wiele dobra. Niestety zwykle trzeba trochę odczekać, co bywa mało przyjemne. A wkurzać się na Boga, mieć mega doła itd. - normalna rzecz. I potrzebna. Niektórym dziewczynom, które znam pomagało, kiedy dały sobie prawo do doła - np. ustalały, że będą się dołować przez miesiąc i w tym czasie nic nie będą robić, nie będą się z nikim spotykać, farbować włosów i basta. Czasami dawały mężom na ten czas instrukcję obsługi np. głaskać, przytulać i nic nie mówić, a już na pewno nie próbować naprawić sytuacji :)
Czego Tobie Ola teraz potrzeba?
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Woj.:łódzkie
Pokazały się u nas nowe artykuły, które powinien przeczytać każdy zaglądający do tego tematu :)
1. Czy niepłodność jest stresująca? O tym brak dziecka wpływa na nasze życie.
http://www.nieplodnosc.pl/artyku-y-i-wywiady/czy-niep-odno-jest-stresuj-ca
2. Niepłodność i stres - można go ograniczyć. O technikach radzenia sobie ze stresem.
http://www.nieplodnosc.pl/artyku-y-i-wywiady/niep-odno-i-stres-mo-na-go-...
Nieplodnosc.pl - Największy w Polsce wortal o niepłodności.
Woj.:łódzkie
Coraz częściej zwraca się uwagę na negatywny wpływ stresu w starach o dziecko, na onet.pl znajdujemy artykuł:
"To odkrycie potwierdza pogląd, że pary starające się o dziecko powinny dążyć do maksymalnego zrelaksowania się" - komentuje badaczka. Jej zdaniem, w przypadku niektórych osób dobrym wyborem może być zastosowanie technik relaksacyjnych, skorzystanie z porad terapeuty, a nawet zajęcia z jogi czy medytacja.
więcej:
http://dzieci.pl/cid,1024121,paid,12566703,title,Rodza-pijane-dzieci-dra...
Nieplodnosc.pl - Największy w Polsce wortal o niepłodności.
Woj.:śląskie
dziekuje za slowa otuchy...
wynik powtorzylismy - leukocyty zniknely, nie wiem jak to sie stalo..zadnego antybiotyku maz nie bral...zas 2,5% spadlo do 2%...wiec teraz juz wiemy, ze czeka nas IUI (689 mln w 3,6 ml, w 1ml 191,4 mln), zywotnosc 90%, ruchliwosc 74%), wiec parametry poza morfologia sa w porzadku. Ciezkie to zycie, ale trzeba jej akos przezyc i mam juz w sobie ta sile walki....dziekuje za slowa otuchy raz jeszcze!!
26.07.2010. - początek życia ze smutną świadomością... początek walki o nasze Maleństwo...
Wiem coś na ten temat z mężem walczymy już prawie cztery lata niby niedługo ale ja mam już 33 i czekam wciąż na pierwsze dziecko. Były badania HSG, Inseminacja , laparoskopia i nic, nie ma medycznej przyczyny. nic tylko przestać się starać dać na luz i pewnie coś będzie - tak tylko kiedy. Widzę, że męża też to gryzie, ale wiadomo mało który facet potrafi rozmawiać o uczuciach. Zaczynam myśleć o in-vitro.Jak na razie brak dziecka to cała moja uwaga na kwiatkach na działce oraz zwierzętach. Niewiele to pomaga bo wieczorem, gdy już mąż zaśnie mimowolnie płaczę - może czas zacząć wizyty u jakiegoś specjalisty. W trudnych chwilach nie rozmawiamy pozwala mi się wypłakać, i jak mi całkowicie ulży mówi, że może adoptujemy - ale ja chcę mieć swoje dziecko czuć jego ruchy,- egoizm? Możliwe. Tyko pytanie ile jeszcze jesteśmy w stanie wytrzymać ?
Woj.:śląskie
doskonale znam te uczucia... doskonale... swiat jest podly i niesprawidliwy. czasami mam wole i sile walki, a czasami ograrnia mnie przerazliwa pustka, lzy wtedy nie daja oczom odpoczac. boje sie przyszlosci. ;(
26.07.2010. - początek życia ze smutną świadomością... początek walki o nasze Maleństwo...
Woj.:mazowieckie
Cześć!
Zrobiłam jedną listę z tych pomysłów, które już mamy. Uwielbiam każdy pomysł ! :) Dajcie jeszcze !
- mieć przyjaciółkę, której można się wygadać,
- zrobić plan działania,
- napisać sobie plan awaryjny, czyli co robić, jeśli kolejna próba się nie uda
- mieć alternatywy,
- znaleźć sobie hobby niezwiązane z dzieckiem (np. taniec, rolki, itd.)
- sprawiać sobie małe przyjemności (np. dobra kawa o poranku razem z mężem)
- robić sobie przerwy w staraniu
- opieka męża, taki już chyba najlepiej wie co zrobić by trochę odciążyć ukochana psychicznie
- weekendowe wycieczki, raz morska bryza, innym razem świeże górskie powietrze
- Sport sport i jeszcze raz sport, najlepiej dwuosobowy aby móc pograć z mężem, np tenis ziemny, ja uwielbiam! dobrze jest się zmęczyć a potem po zimnym prysznicu odpocząć w ramionach ukochanego
- PO PIERWSZE NIE CHODZIĆ PO SKLEPACH Z DZIECIĘCYMI UBRANKAMI/ZABAWKAMI
- zapisać się na basen ( z partnerem lub bez )jutro się zapiszę ;
- zadbać o ogród / kwiaty na balkonie ;
- gotować niesprawdzone przepisy kulinarne ;
- zapisać się na interesujący Cię kurs ,ja robię prawo jazdy ;
- Pójść na jogę
- Wypić kawę o poranku
- Zwrócić uwagę na swoje ciało
- Myśleć o sobie „JESTEM PŁODNA”
- Wypisać 5 rzeczy, które sama załatwiłam
- Iść spać, kiedy jestem zmęczona
- Gadać z mamą, przyjaciółmi
- Pomagać innym
- Przyjechać na coaching
- Pogłaskać siebie
- Spać do 10.00
- Napisać do siebie list wdzięczności
- Realizować swoje pomysły
- Nosić ubrania, które uwielbiam
- Słuchać głośno muzyki, tańczyć i śpiewać
- Porozmawiać z szefową o awansie
- Mówić czego chcę i czego nie chcę
- Posłuchać intuicji
- Jechać na urlop nawet jeśli mogę być wtedy w ciąży
- Przestać mówić do siebie po nazwisku. Chcę mówić do siebie po imieniu – czule
- Zapytać męża dlaczego mnie kocha – niech napisze do mnie list miłosny.
- ODDYCHAĆ!!!! Głęboko i świadomie!!!
- Po pierwsze: wdrożyć w życie poranną gimnastykę (15 min)
- Po drugie: wieczorny spacer z mężem (łatwiej się rozmawia niż siedząc na przeciwko siebie)
Aha, i dla gościa "Anonima" potrzebujemy jeszcze jakieś sprawdzone sposoby na wieczorną melancholię w wersji ze łzami (oj znam to znam) - dla mnie to zestaw podręczny filmów np. Między słowami, Przyjaciele (w dużej ilości), Gotowe na wszystko.
Czekam na Wasze pomysły!
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Musze się zalogować bo pewnie łatwiej będzie mi pisać. mieszkamy na razie z teściami ale w planach mamy swoje gniazdko. Może już za rok ?. Więc ta myśl jest jakby motorem wszystkich moich działań przy małej chandrze pocieszam się myślą, że jak zalejemy fundamenty to i przybędzie nas, żeby było dla kogo starać się z budową. Na wieczory płaczliwe mam zestaw filmów z Richardem Geere.( oglądam wszystkie i płacze tak, że rano królik ma mniej czerwone oczy niż ja.) Polecam jeśli ktoś lubi romanse nie koniecznie ze szczęśliwym zakończeniem. Po wizycie na tym portalu stwierdzam, że do listy należy dopisać maratony kinowe szczególnie gdy za oknem pada i nie ma szans na spacer z ulubionymi psami - mój mąż polubił komedie i fantastykę ( zna kilka tekstów z Lejdis i serwuje mi je na pocieszenie). Mam koleżankę z tym samy problem więc nawzajem podtrzymujemy się na duchu. Te same problemy zbliżają. Wizyty w szpitalu na kolejnych badaniach poszerzyło tylko krąg znajomych borykających się z chęcią zostania rodzicami. Jak jest nas dużo z różnych przyczyn nie mogących zrealizować swojego największego marzenia - posiadania dziecka. Dopóki nie stoi sie po tej drugiej stronie nie byłam świadoma jaką skalę ma ten problem.
Woj.:mazowieckie
Dopisujemy maratony filmowe :) i Richarda Geere :) Dzięki! Faktycznie jest bardzo dużo dziewczyn, które mają kłopoty z zajściem w ciążę. A przecież w kupie siła, więc warto trzymać się razem.
Pozdrawiam
Ewa
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Woj.:mazowieckie
JAK PORADZIĆ SOBIE Z WIDOKIEM KOBIET W CIĄŻY?
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Woj.:małopolskie
Jak ja widze kobietę w ciąży to się odwracam, inaczej nie dam rady... do Waszej listy dopiszę jednak psa. Ja poświęcam swojej "bestyjce" dużo czas, przede wszystkim na spacery, a pochodzić "na słonku" jest o wiele lepiej niż siedzieć w domu.Zawsze można też spotkac innego psiarza i ni z tego ni z owego mamy już kompana do rozmowy, a jak mąż jest pod ręką to on z nami idzie:) Chociaż nie ukrywam, że wymarzony układ to ja, mąż, dziecko i pies:(
Woj.:mazowieckie
Dzięki Oliga! Bestyjka dodana :)
Ja jednak będę uparta - potrzebuję całej masy pomysłów jak radzić sobie z reakcją: ciąża - uciekać!
Zacznę propozycjami z własnego podwórka:
1. Mieć przygotowaną dyżurną myśl, która mi pomoże: np. zamiast "jestem gorsza, bo nie mam dziecka" - "ja też staram się o dziecko, to tylko kwestia czasu"
2. Zdać sobie sprawę: uciekam przed ciążą, czyli rzeczą, której najbardziej na świecie pragnę. Jaki sygnał daję swojemu ciału: ciąża = problem, ból? Jaki chcę dawać sygnał mojemu ciału? Jak zachowuję się na widok upragnionej sukienki, kreacji, której bardzo pragnę?
3. Wyobrazić sobie "uciekacza", którego mam w sobie. Może być sympatyczny, śmieszny. Możemy się z nim np. podroczyć i zawrócić z drogi ucieczkowej.
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Witam
dziekuje Wam bardzo za to wszystko co tu piszecie, czasami mam rważenie ze czytacie w moich myslach, czuje tak samo jak Wy, takie same reakcje takie same odczucia .. ale najgorszy jest ten ból kiedy pojawia sie miesiaczka.
Staramy sie o dziecko 3 lata, moje wyniki sa dobre, mojego męża równiez ale ciązy nie ma, wszyscy w rodzinie myśla ze we mnie problem gdyż mój mąż ma córke z poprzedniego związku.Do tej pory nie przejmowałam sie tak bardzo i nie brałam winy na siebie ale z czasem coraz bardziej w to wierze i coraz cieżej mi normalnie życ
Co do metod które mogłyby przyniesc ulge to ja jestem niestety na etapie izolowania sie od otoczenia, nie chce juz o tym mówic , mąz czasami widzi ze łzy mi leca i ze tak czesto sie do niego nie uśmiecham, wiec przytula i stara sie bardzo.. jest PRZEKOCHANY.
Przyjaciółka jest po udarze mózgu wiec ja musze byc dla niej oparciem a nie moge dac jej nawet minimalnego sygnału ze cos ze mna nie tak, Mama jest tez ukochana ale nie chce jej obciązac bo wiem ze jak słyszy mój smutny głos to ja to ja ato bardzo boli.
Poza tym juz nie mam siły a co gorsze przestałam juz chyba wierzyc , i jak ktos mi mówi "zobaczysz wszystko bedzie dobrze" to włącza mi sie agresor... czasami gdzies tak w środku znowu zapala sie mała iskra nadzieji po czym gaśnie szybciutko i robi niesamowite spustoszenie we mnie ... czuje ze boli mnie wszystko.
w najbliższym czasie planujemy inseminacje... ale nie wierze ze sie uda.. wiem ze podejscie beznadziejne ale takie jest i jak narazie nie mam siły zrobic nic aby to zmienic a nie chce sie oszukiwac...
podjełam decyzje ze od poniedziałku bede chodziła na jakis sport zeby sie wyżyc i choc na jakis czas odwróćic swoje mysli od dziecka.
Jeszcze raz bardzo Wam dziekuje i równiez za to ze jest miejsce gdzie moge sobie troche ulżyc.
Pozdrawiam serdecznie i bede zagladac.
Buziaki
Woj.:mazowieckie
MagdaKa, bardzo Ci dziękuję za tego maila. Rozumiem, że jest Ci ciężko - ta cholerna nadzieja i ból, kiedy niknie i zmuszanie się do wiary, że się uda, kiedy wszystko w środku mówi, że nie. A jednak przez Twój email przebija jakieś ciepło. Mi dał on w poniedziałkowy poranek jakąś taką nadzieję. Fajnie czytać maila od kogoś, kto uważa, że jego mąż jest przekochany, kto ma przyjaciółkę, o którą dba, kto ma dobrą relację z mamą i kto potrafi podziękować za to, że my dziewczyny jesteśmy tu i coś piszemy.
Sport - super :) Dobrze jest się wyżyć :)
A co do wiary, że się nie uda, chcę się z Tobą podzielić jedną historią. Jedna moja klientka była bardzo dobrą uczennicą i studentką, jednak zawsze kiedy zbliżał się egzamin mówiła, że tym razem na pewno go nie zda, że właściwie nic nie umie. Naprawdę za każdym razem wierzyła, że tym razem może nie zdać. Kiedyś z nią rozmawiałam i powiedziała mi, że zdaje sobie sprawę, że w większości przypadków nawet, gdy myśli, że nie zda, zdaje i to bardzo dobrze, ale to myślenie o porażce w pewnym sensie broni ją przed goryczą porażki, daje pewien dystans, pewną przestrzeń do popełnienia błędu. I dopiero wtedy, kiedy wewnętrznie pogodzi się, że nie zda, dopiero wtedy może się uspokoić. Przyznała potem, że brak wiary w powodzenie jest dla niej bardzo dobre, bo z jednej strony ułatwia osiągnięcie sukcesu, a z drugiej strony pomaga się uspokoić i przygotować na gorszy scenariusz.
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Dziekuję Ci Ewka-be, rzecywiście to prawda o czym piszesz, ale nie do końca zdawałam sobie z tego sprawe, chociaż z wiekiem zauważam ze niczego od nikogo w zyciu nie oczekuje, w żadnej sferze zycia, i mam rważenie ze w moim przypadku jednak najbardziej sprawdza sie pozytywne zaskoczenie niz negatywne rozczarowanie- mniej boli. Wiec mysle ze w sprawie dzidziusia jest wlasnie tak, i wmawiam sobie ze pewnie sie nie uda , zeby zminimalizowac ból psychiczny który sie pojawia w dniu nadejscia miesiączki.
Pozdrawiam serdecznie,
miłego weekendu
Cześć dziewczyny,
Mam 31 lat, od ładnych paru lat staramy się z Moim o dzieciaka...Niedawno w obroty wzięła mnie lekarka dzięki której "zaskoczyłam" pierwszy raz w życiu ....pierwszy raz w życiu zobaczyłam te blade dwie kreski....ale niestety długo się nie cieszyłam, bo poroniłam w 6 tyg. Potem okazało się w szpitalu, że mam bakterie coli,a kolejne badania je wykluczyło.Teraz biorę antybiotyk na paciorkowca ( bo może on się przyczynił do poronienia, a może nie)....i jak tu nie zwariować.
Zagłębiam się w pracę, planuję ślub....ale gdzieś tam z tyłu głowy, wiem, że pod koniec każdego miesiąca będę zerkać na kalendarz i liczyć i liczyć.... Wiem, że z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej, bo ile razy można się "zawieźć" na własnym organizmie??? To prawda, mam ręce, nogi, nie mam raka ani innej paskudnej choroby....ale serce boli jak znajome dziewczyny są w ciąży.....czasem kolejnej.
Pozdrawiam Was wszystkie prawdziwe mamy, które kochają te swoje dzieci najmocniej na świecie.....choć ich jeszcze nie ma.
Woj.:inne
Dodam:
1. Medytacje (istnieja dobre nagrania oparte na sterowaniu wyobraznia, ktore polecam. Niestety tylko po angielsku. Gdyby ktos byl zainteresowany, podam informacje o nich.)
2. Robienie wszystkich tych rzeczy, ktore lubimy.
3. A w zwiazku z pkt.3: staranie sie by cieszyc sie chwila, malymi przyjemnosciami itp.
4. Przerwa od for internetowych dotyczacych nieplodnosci :)
5. Unikanie dzieci i znajomych kobiet w ciazy. (lub logistyczne planowanie z kim chcemy sie spotykac :) )
W ciagu ponad trzech lat staran, zdarzyly mi sie male kryzysy, w trakcie ktorych wyrzucalam do smieci wszystko, co przypominalo mi o staraniach: termometr, testy owu i ciazowe, wypisywalam sie z fertility friend, robilam przerwe od for... Nie zaszlam dzieki temu w ciaze ale udawalo mi sie uspokoic na chwile nerwy.
Woj.:mazowieckie
Ja wariuję, a lekarze działają mi na nerwy no i nasze nieprzychylne Państwo.
Co czuję.....
Czuję niemiłosierny ból, złość, niemoc, żal, smutek
5 miesięcy temu poroniłam. PO roku oczekiwania na dwie kreski w końcu, z Bożą pomocą zaszliśmy w ciąże i po 12 tygodniu okazało się że musimy się cofnąć do punktu wejścia-poroniłam
Dwa miesiące dochodziłam do siebie, niemniej jednak poczucie braku upragnionego dziecka, lęk przed kolejnym poronieniem i ponowne oczekiwanie na dwie kreski, sprawia że przestaję być sobą.....
Z jednej strony nie potrafię mówic o tym co czuję z drugiej chcę wyć z bólu po stracie dziecka.... Ostatnio moje przyjaciółka zaszła w ciąże a ja zamiast jej pogratulować,wybuchłam płaczem
Potrzebuję spotkania psychologicznego ale nie wiem co mam na zajęciach powiedzieć, bo poniekąd trzeba na nowo brać leki hormonalne, poznać swoje ciało i "starrać się". To wszystko wiem, tylko jak życ i nie zwariować?
Może znacie jakąs poradnię psychologiczną w województwie pomorskim?
Witam, jestem studentką Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i przygotowuję pracę licencjacką na temat zapłodnienia in vitro.
W związku z tym poszukuję osób leczonych z powodu niepłodności, w celu wypełnienia ankiety. Tutaj link :
http://www.ankietka.pl/ankieta/49603/zaplodnienie-in-vitro-za-czy-przeci...
Bardzo proszę o pomoc. Ankieta jest zupełnie anonimowa.
Z góry dziękuję za poświęcony czas i udzielone odpowiedzi:)
Woj.:łódzkie
Witam,
Drogie Dziewczyny, jestem studentką Uniwersytetu Łódzkiego. W Instytucie Psychologii przygotowuję pracę magisterską na temat funkcjonowania kobiet z trudnościami w realizacji biologicznego macierzyństwa. Bardzo proszę, pomóżcie mi, gdyż nie jest mi łatwo zebrać grupę badawczą. Oto adres do mojej ankiety:
http://spreadsheets.google.com/viewform?formkey=dDYzMFZKYThNQUc2T3VVdFRy...
Ankiety są w pełni anonimowe, a wyniki będą wykorzystane tylko do celów naukowych. Czas ich wypełnienia wynosi około 15 minut.
Z góry dziękuję za pomoc.
Kasia
W razie pytań, wątpliwości, sugestii podaję swojego maila katarzyna_pustelnik@wp.pl
Woj.:łódzkie
Przesyłam ponownie link do ankiety, ponieważ z poprzednim są problemy
Mam nadzieję, że ten będzie działał :
http://spreadsheets.google.com/viewform?formkey=dDYzMFZKYThNQUc2T3VVdFRy...
Woj.:śląskie
Cześć dziewczyny, jestem tu nowa, tak czytam i czytam, i chyba wreszcie trafilam tam gdzie powinnam; czytalam szukałam, wlączałam się na rózne fora i spotykałam wszędzie to samo, młode małżeństwa strające się ooooooooojjjjjjj już przeciez tak długo całe kilka miesięcy i nic, eh, i te same rady, aż się scyzoryk otwiera, magiczne "wyluzuj, nie myśl o tym a napewno sie uda...", i co i wielkie nic, mam za sobą wiele miesięcy prób, wyluzowań, wylanych lez, przykrych slutkow ubocznych i co? i tyle ze jesteśmy starsi i tyle, i ze szanse staja sie coraz mniej realne; co miesiac kiedy zaczyna sie cykl uspokajam sie ze moze wreszcie karta sie odwroci, ze przestanie byc pod górke, ale jak przychodza pierwsze objawy okresu zaczyna sie na nowo, wczoraj przezylam kolejne zalamanie; lzy to malo powiedziane, wylam kilka godzin z przerwami, nie mam mysli samobojczych ale mysle ze dopada mnie depresja, nie mam sily na sex, nie mam sily nawet o sobie zadbac, nawet porozmawiac nie ma z kim, jest maż ale męzczyźni przezywaja to inaczej, koelzanki maja dzieci albo nie chca ich miec, nawet nie kwapia sie do rozmowy, zreszta jak moga to zrozumiec; chcialabym porozmawiac z mama ale boje sie ze nie zrozumie, a jeszcze powie ze sama sobie na to zapracowalam, ze napewno sie przesadnie odchudzalam (a nigdy nie bylam na diecie), ze nie dbalam o sobie, ze za wczesniej zaczelam wspolzycie ( a czekalam przecierz do slubu)!
caly czas chodze jakby z tonowym kamieniem w piersiach; za dwa tygodnie znowu wizyta u lekarza, ktory juz chyba tez nie wie gdzie szukac u mnie przyczyny, maz ma miec wkrotce badanie ale ze musimy za to wszystko slono placic; to wszystko tak bardzo rozciaga sie w czasie ze, ....
przez pierwsze miesiace modlilam sie o dziecko teraz modle sie zeby to jakos znosic i nie zwariowac bardziej
wiem doskonale co czujecie, przytulamj was wszystkie dzielne kobietki mocno
MalaMi
Woj.:śląskie
Drogie Panie!
Jestem studentką V roku psychologii. Interesuję się psychologicznymi skutkami niepłodności. W związku z tym zdaję sobie sprawę, z jak bardzo trudną sytuacją się zmagacie.
W tym roku piszę pracę magisterską dotyczącą satysfakcji z małżeństwa wśród kobiet, które bardzo chciałyby mieć dziecko, jednak mają trudności z zajściem w ciążę bądź jej donoszeniem.
Mam do Was, drogie Panie ogromną prośbę o pomoc w badaniach, które przeprowadzę. Dokładnie chodzi o wypełnienie kilku kwestionariuszy i ankiety (zupełnie anonimowo).
Wyniki badań mogą wnieść cenne wskazówki do praktyki terapeutycznej pomocnej parom zmagającym się z problemem niepłodności.
Panie, które są chętne, aby mi pomóc proszę o wiadomość mailową na adres: InicjalMM@poczta.onet.pl
Bardzo dziękuję i życzę sukcesów.
Woj.:mazowieckie
Marcelino, Kasik, MałaMi,
to jest wątek, na którym próbujemy sobie pomóc, żeby nie zwariować. To nie jest miejsce do proszenia o pomoc w pisaniu pracy magisterskiej - to nie laboratorium, a my to nie króliki doświadczalne. Dlatego ja osobiście czuję się urażona umieszczaniem tutaj takich postów. Utwórzcie sobie proszę osobne wątki.
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Woj.:mazowieckie
A wracając do meritum - dopisuję do naszej listy radość. Ostatnio odkrywam ją na nowo. Radość prostą, przyziemną, dziecięcą. Chyba znowu zacznę uczyć się francuskiego - to sprawiało mi zawsze ogromną radość :)
Pozdrawiam Was Świątecznie.
e
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Woj.:mazowieckie
MałaMi - przepraszam pomyliły mi się nicki - to chodziło oczywiście o Asię. Przepraszam Cię - to ze zdenerwowania.
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Hej, ja też walczę, ale wciąż podnoszę się i upadam dwa razy mocniej...
hey chciałabym dołączyc do Was :) zaczne pytaniem czy siedem miesięcy starania się , to sygnał zeby zacząć sie martwic?? narazie od kilku miesiecy po prostu liczę dni płodne i szczerze nie wiem co dalej od czego zacząć zeby sie zbadac i wykluczyć ze któreś z nas moze byc bezpłodnym, nie wiem gdzie w pobliżu Sandomierza jest jakas klinika
bywałam u ginekologa z torbielem i nieregularnym cyklem brałam hormony ale od 2 lat wszystko jest ok....bede wdzieczna za jakakolwiek opinie
Woj.:zachodniopomorskie
dziewczynki czytając te watek doszłam do wniosku że duża grupka nas jest blisko 30, zauważcie pewna przewrotnośc w życiu kiedy miałyśmy po 20,21 lat nie planowałyśmy dzieci, jak by los dał pewne nasze cele życiowe musiały byśmy odstawić do realizacji, badź z nich zrezygnować. Ja sobie powtarzałam że jestem za młoda na dziecko że nie wyszalałam się odpowiednio. a dziś niestety żałuję tego :-(
"Większość rzeczy na tym świecie stworzona została przez ludzi, którzy wytrwali, kiedy zdawało się, że nie ma już nadziei."
Dale Carnegie
Woj.:śląskie
do Ewkabe :) nic nie szkodzi, choc byłam zaskoczona, przeciez prace mgr napisalam juz prawie 10 lat temu :) jeszcze raz nic sie nie stalo;
u mnie oczywiscie bez zmian, ale wchodze w Nowy rok z nadzieją, że bedzie łatwiej, przeciez to co nas nie zabije to nas wzmacnia :)
a poki co powzielam sobie postanowienie wiekszego zadbania o sobie, zaczynam od zrzucenia wagi, bo przez te hormony troche jej przybylo; doszlam do wniosku, ze skoro teraz nie moge zostac jeszcze mama to musze dbac o siebie jak najlepiej i byc w dobrej formie zeby nia zostac nawet wtedy kiedy z punku widzenia spoleczenstwa moze byc juz za pozno, przeciez nigdy nie wiadomo co przyniesie medycyna :) a wiec uszy do gory, i duzo duzo sily na ten 2011 rok :)
Woj.:mazowieckie
Co do wieku, dora, to rzeczywiście taki jest teraz trend, żeby odkładać i trochę się to rzeczywiście na nas mści. Kiedyś jak miałaś dwadzieścia pięć lat i nie miałaś męża i dzieci, to cała społeczność traktowała cię jak starą pannę i na różne święta stawiała ci przed chałupą jakieś kukły itp. To była niezła motywacja :P A teraz jest inaczej. Ale z drugiej strony nie ma chyba co płakać nad rozlanym mlekiem. Kobiety później zostają matkami i już. Chyba też nie o to chodzi, żeby na siłę płodzić dzieci, kiedy nie jest się na to gotowym.
Zuzia, zapraszamy serdecznie na nasz wątek! 7 miesięcy to nie jest jakiś długi czas starania, ale emocje związane ze staraniem się o dziecko zawsze są silne, więc warto, żebyś skorzystała z naszych list fajnych rzeczy, które można robić dla siebie w tym czasie :). Co do Sandomierza, to nie znam tych okolic pod względem lekarzy. Może inne dziewczyny coś Ci podrzucą.
MałaMi, zadbanie o siebie to super pomysł :)) Ja postanowiłam ćwiczyć co dziennie :O Od miesiąca ćwiczę i jest fajowo :)
Wszystkim forumowiczkom życzę Radości i Miłości w Nowym Roku!!!!!!!
Fertility Coaching Center
www.fccenter.pl
Woj.:wielkopolskie
Cześć dziewczyny, to i ja się dołączam jeśli pozwolicie. U mnie w zasadzie od maja 2010 zaczęły się starania, ale od razu i u mnie i męża problemy. Z jednej strony brak sił do opowiadania, z drugiej strony trzeba się komuś wygadać... Niestety żadna z koleżanek mnie nie zrozumie, choćby bardzo chciała, bo wszystkie są matkami. U mnie też czeka pusty pokój. Brakuje małego tuptusia, szczęścia w naszym mieszkaniu...
Dodaj komentarz