Z Pawłem bylismy cztery lata kiedy zdecydowalismy, że to już ten czas aby pomyślec o dziecku. Przestaliśmy się zabezpieczac i na luzie, bez presji kochaliśmy się kiedy tylko mieliśmy na to ochotę. Nie spodziewaiam się że zajdę w ciażę zaraz po miesiącu lecz po kilku miesiącach zaczynałam się zastanawiać dlaczego miesiączka wystepuje, skoro nie zabezpieczamy się.
Miesiące mijały a ja nadal nie byłam w ciąży. Myślałam że to przez stres w pracy wiec długo nie zastanawiajac się zmieniłam stanowisko na mniej stresujące. Byłam przygotowana, odżywiałam sie dobrze, dobrze spałam czułam sie zdrowa szczęśliwa i pełna energii. Ale kolejne miesiące znowu nie przynosiły dobrych wiadomości.
Zaczęłam robić testy owulacyjne. Wszystko się zgadzało test wykazał kiedy jest ten dzień, robiliśmy to skupiając się na wyznaczonych przez test dniach. Po tym byłam pewna że już teraz zajde w ciążę. Kupiłam test ciążowy i zrobiłam go już na dwa dni przed oczekiwaną miesiączką. No i sie rozczarowałam, nie ma ciąży, myślałam że to za wcześnie, więc odczekałam jeszcze parę dni i zrobiłam ponowny test, ale i ten był negatywny. Miesiączka nadeszła.
Próbowałam dalej z testami na owulację ale kolejne miesiączki występowały więc zaczęłam się obawiać że możemy mieć problem. Każda miesiączka była wielkim rozczarowaniem.
Po dwóch latach postanowiliśmy zgłosic się do lekarza i sprawdzić czy wszystko jest z nami w porządku. Zaczęły sie badania, hormony, laparoskopia. Po tym wszystkim okazało sie że hormony sa w normie, jajniki sa drożne, nie ma zrostów i że powinnam zajść w ciąże bez problemu.
Po kolejnym roku nic sie nie dzieje, nadal nie mogę zajść w ciążę, badania pokazują że wszystko jest ok. Moje życie od czterech lat przyporządkowane jest ciąży, jestem przygotowana że to może być ten miesiąc ale miesiące mijają a ja wciąż miesiączkuje. Wpadłam w obsesję na tym punkcie, widząc kobiety w ciąży, ogarnia mnie smutek, czego wszyscy wokół mogą zajść w ciążę a ja nie? Niska samoocena, depresja. Mam już 29 lat, czuję jak ucieka mi czas, czuję mocny instynkt macierzyński. Dlaczego inni tak po prostu wpadają a my przez tyle lat starań nie możemy tak sobie wpaść? Co takiego zrobiłam że teraz muszę tak cierpieć, czy nigdy już nie zajdę w ciążę? Czy kolejne lata będę żyła w tej obsesji? Wiecie jak to jest jak z miesiąca na miesiąc jest się pewnym że ciąża jest na 100% do momentu pierwszego dnia miesiączki? Sex stał się powinnością, koniecznością i brakiem przyjemności, spontaniczności. Jak tego nie zrobimy codziennie lub co drugi dzień, to będę miała wyrzuty że może opuściliśmy ten dzień. Nie mam z kim o tym porozmawiać, bo uważam że to nadal jest temat tabu i nie chcę żeby się na mnie patrzyli jak na bezpłodna i niepełnowartosciową kobietę. Nie chcę, żeby dawali mi rady jak zajść w ciążę, bo co oni moga wiedziec skoro nie przeżyli i nie wgłebili się w temat tak jak ja, nie potrzeba mi jakichś nieprofesjonalnych rad, które mnie tylko bardziej zdołuja.
Za tydzień mamy wizytę u kolejnego specjalisty, mam nadzieję, że może poprzednio ktoś coś przeoczył, i że wystarczy tylko odpowiednia tabletka, która wszystko naprawi...
Sumtne, ale piekny wpis... Pozdrawiam
Dzięki, cdn... pozdrawiam
1 pytanko-co z mężem-czy robił testy???
n/a
Może zróbcie sobie przerwe ...nie podchodcie do tego tak mechanicznie... romantyczne wakacje ? .
Pozdraiwam
ANKA
z mężem wszystko w jak najlepszym porządku, wyniki badań idealne
i co teraz? macie w myśli wizytę u jkaiegoś specjalisty?
Istnieje też tzw. niepłodność idiopatyczna. Termin ten oznacza, że przyczyna problemu nie została odkryta, mimo przeprowadzenia dokładnych badań (uzyskane wyniki były pozytywne, a mimo to do zapłodnienia nie dochodzi).
GENETYCZNE UWARUNKOWANIA
NIEPŁODNOŚCI
Błażej Męczekalski, Alina Warenik-Szymankiewicz
Katedra i Klinika Endokrynologii Ginekologicznej Akademii
Medycznej w Poznaniu
Pomimo bardzo dynamicznego rozwoju medycyny rozrodu niepłodność stanowi bardzo istotny problem kliniczny. Dotyczy ona 15% par. Niepłodność o niewyjaśnionej etiologii stanowi 17-20% wszystkich przyczyn niepłodności. Uważa się, że niepłodność idiopatyczna ma przede wszystkim podłoże genetyczne. Bardzo istotne znaczenie mają mutacje poszczególnych genów prowadzące do niepłodności. Mutacje wymienionych genów można zaklasyfikować do 4 kompartmentów:
I podwzgórzowy, II przysadkowy, II gonadal-ny, IV dróg wyprowadzających. W obrębie podwzgórza istotne znaczenie mają mutacje w zakresie genu KAL 1, AHC i LEP. Mutacja w obrębie genu Kal 1 jest odpowiedzialna za idiopatyczny hipogonadyzm hipogonadotropowy z towarzyszącą anosmią. Mutacja w obrębie genu AHC (adrenal hypoplasia congenita) prowadzi dohipogonadyzmuhipogonadotropowego. Z kolei mutacja w obrębie receptora Lep (leptyny) prowadzi do fenotypuz otyłości i hipogonadyzmem hipogonadotropowym.W obrębie kompartmentu przysadki bardzo istotne znaczenie w aspekcie zaburzeń płodności mają mutacje następujących genów: GnRHR (gen kodujący receptor dla GnRH), FSHbeta (gen kodujący podjednostkę beta FSH),LHbeta (gen kodujący podjednostkę beta LH, PROP1). Do zaburzeń genetycznych w zakresie kompartmentu gonad należy zaliczyć:zaburzenia chromosomalne (chromosom X, delecje chromosomu X, translokacje chromosomu X), zaburzenia pojedynczego genu w obrębie chromosomu X (gen diaphanous, gen FMR1, gen SRY), zaburzenia autosomalne (FSHR, gen receptora FSH, LHCG gen receptora LH, geny kodujące enzymy steroidowe, gen GALT, gen
FOX2, gen SOX9). Do genów dróg wyprowadzających,
których mutacje mają związek z niepłodności należą genAr (receptora androgenowego), gen HOXA 13.Obecnie znana jest stosunkowo mała liczba mutacji
genów powodujących niepłodność. Dalsze intensywnebadania genetyczne w zakresie medycyny rozrodu
powinny przyczynić się do lepszego poznania przyczyn niepłodności idiopatycznej.
n/a
O niepłodności idiopatycznej szerzej tutaj: http://www.nieplodnosc.pl/artyku-y-i-wywiady/niep-odno-idiopatyczna-przy...
n/a
czytając to...to jakbym zaglądała w siebie. Dokładnie!!
Każda kolejna wizyta u nowego specjalisty daje nowe nadzieje... Pojechaliśmy do specjalisty, który zlecił szereg badań do powtórki. Wpatruję się w każdego lekarza z myślą o poprawie i osiągnięciu zamierzonej ciąży, ale już brakuje mi sił. To wszystko trwa wieki i nie ma końca. Nie wytrzymuję presji która prowadzi mnie przez ten gęsty las. Nie potrafię przestać myśleć o tym że nie mogę zajść w ciążę i jak źle się z tym czyję. O adopcji nie ma mowy, więc jak nie damy rady to będziemy sami przez resztę życia. To przygnębiające. Musimy być silni i sie nie poddawać, tak sobie powtarzamy. Ale czy to tak łatwo realizować???
a
Agness,
Kobiety, które pragną dziecka nad życie ( jak ja ), będą dążyć do upragnionego dziecka/-ci do samego końca..... dopóki nie zostanie odebrana NADZIEJA. To ona nas trzyma do realizacji pełnej, kochającej się rodziny. Ja się NIE PODDAM!! Przede mną długa droga... ale do ostatniej krzty nadziei będę walczyć jak lwica.
To prawda, musimy być silni, wszyscy starający się o dzieci.
Pozdrawiam
Masz rację nie poddamy się, i nie przestaniemy wątpić w upragnioną rodzinę.
Pozdrawiam
Ja jestem tu nowa, ale zainteresowal mnie ten wpis. Nie chce Ci jakos narzucac swojego zdania, ale czas w tym momencie odgrywa duza role, jesli tylko macie mozliwosci finansowe(albo mozliwosc kredytu)ja bym na Twoim miejscu nie czekala z inseminacja lub In Vitro w przyszlosci,Wiem ze te metody pomagaja w nieplodnosci o niewyjasnionej przyczynie, nawet jesli jest to iles tam(20-30?)procent skutecznosci, to ja mysle, ze warto i ze teraz masz najwieksza szanse, bo z wiekeim szanse maleja.Sama mam 27lat.Staramy sie juz dwa lata,leczymy prawie rok i juz mam dosc czekania na lut szczescia.Mialam laparoskopie,jestem wlasnie po pierwszej inseminacji...nie zaluje-najwyzej zbankrutuje-mam zamiar po dwoch nieudanych insem. poddac sie In Vitro......zobaczymy za tydzien , mam nadzieje ze nie bede musiala....
Pragnę dziecka, i zrobię wszystko co w mojej mocy aby mieć to upragnione. Są jednak bariery, których nie jesteśmy w stanie przekroczyć. Po prostu nas nie stać, i to jest największy ból. Lata lecą a ja nie mogę już nic zrobić. Jóż same wizyty, diagnostyka u specjalistów wyczyściła nasze finanse na tyle, że nie ma już żadnego sposobu aby zdobyć kolejne znacznie grubsze kwoty. Dlaczego państwo nie pomaga przy finansowaniu In Vitro, dlaczego odwraca się od takich ludzi, którzy przeżywaja traumę z powodu niepłodności. Nie rozumiem. I czuję się taka bezradna...
A tobie życzę aby ci się udało bez konieczności In Vitro. Powodzenia.
hej Agness.Nie udalo sie,zrobilam dzisiaj test, bo mi sie miesiaczka spoznila...i oczywiscie to co zwykle....powoli brakuje mi sil na to wszystko.Zgadzam sie z Toba jezeli chodzi o in vitro-tyle ludzi nie moze miec dzieci, albo nawet szansy z tak blachego powodu jak brak pieniedzy...obiecuje sobie ze jak mi sie uda to zaloze fundacje pomagajaca takim parom...jezeli chodzi o Ciebie pamietaj ze wiara czyni cuda, nie zalamuj sie.Jak chcesz to Ci napisze pewna kuracje od dr.Gornickiej-znanej lekarki medycyny naturalnej, ktora pomogla wielu kobietom,kuracja jest bardzo uciazliwa(cebula itp)wiec napisz czy jestes zainteresowana,ja sama chcialam droga na skroty ale jak nic nie pomoze to sie chyba na to zdecyduje.pozdrawiam
Witaj Agness, powyższy tekst w 100% przedstawia moją sytuację, my z mężem postanowiliśmy trochę odpocząć od ciągłych wizyt u lekarzy, ale to taki pozorny odpoczynek bo pragnienie bycia mamą nie opuszcza mnie nawet przez chwilę. Nie myśl o sobie jak o mniej wartościowej kobiecie bo nie możesz zajść w ciąże jesteśmy tak samo wartościowe jak kobiety które już są matkami a nawet bogatsze o nasze codzienne zmagania z okrutną rzeczywistością. Pozdrawiam i trzymam kciuki ... Ja sobie wmawiam, że mając 29 lat mam jeszcze trochę czasu na leczenie,
Mam nadzieję, że odpoczynek od ciągłych wizyt i wielu nieprzyjemnych badań, czy zabiegów, pomoże w staraniach. Ciągłe napięcie nie jest wskazane. Masz rację instynkt macierzyński nie robi sobie przerw, on cały czas jest i czeka... Trzeba znaleźć sobie takie zajęcia, żeby nie myśleć tylko o upragnionej ciąży, bo to stresuje niepotrzebnie i źle działa na płodność. Chciałabym wyjechać gdzieś daleko tylko z mężem na dłuższy czas, żeby zapomnieć o wszelkich problemach. Tylko spokój, miłość, a po powrocie upragniona ciąża...
Twoja historia jest moją.Szereg bdań i ciągle nic.Mam 32 lata i myśę,że co raz mniej czasu.Za soba 3 nie udane IUI.Nie chcemy już dłużej czekać,w nowym roku podchodzimy do in vitro,Proszę Boga zeby się udało.
Pozdrawiam wszystkie walczące i trzymam mocno kciuki żeby każda z nas otrzymała dar macierzyństwa.
doskonale to rozumiem , sama przeżywam to od pięciu lat. W zeszłym roku miałam in vitro niestety nieudane, nie mogę się otrząsnąć po tym do dnia dzisiejszego teraz powoli przygotowuje się do inseminacji z nasieniem dawcy. Mam już dość patrzenia na ciężarne koleżanki i cieszyć się ich szczęściem. kiedy w końcu sama będę cieszyć się swoim dzieckiem??? na leki , lekarzy i samo in vitro wydaliśmy tyle pieniędzy że się w głowie nie mieści, nic nie jest refundowane i trudno też trafić na uczciwego lekarza. zrozumie to tylko ten kto sam to przeszedł , ja już nie rozmawiam o tym, bo ciężko poruszać ten temat nawet z najlepszą przyjaciółką, która sama od kilku miesięcy jest szczęśliwą mamą.
witam, równiez jest to moja historia. Od 5 lat wszyściutkie badania, jest wszystko w porządku, nawet konsultowaliśmy się w Anglii, naprotechnologia, laparoskopia, hsg, histeroskopia. Jestem zdrowa, tzw niepłodności idiopatyczna, ale ja w to nie wierzę, musi być jakiś problem niewidoczny dla "oka" lekarza. Zaliczyłam 6 nieudanych podejść IUI, w tym jedno podwójne i nic. Wspaniałe rady .. typu trzeba się odstresować i na wakacjach uda się tez przerabiała, przetestowałam i niestety...Jestem Psychologiem, wiem że wazne jest aby się pogodzić jak najszybciej z tym faktem, że może tak juz będzie, bo frustracja nie pomaga w niczym. Jestem już w fazie próbowania wszystkiego, ale z pewną niewiarą, że się uda, tak jest mi lepiej- rozczarowanie mniejsze. Nie oznacza to, że sobie odpuszczam, absolutnie! Przystapiliśmy do ICSI. Stymulacja hormonami pokazała, że jednak organizm nie jest tak do końca zdrowy, bo słabo zareagowałam. Obecnie potrafię juz przejść obok pań w ciąży i juz mnie to nie łamie, moge spotykać się z małymi dzieci... nie ma problemu, chyba zaczynam wierzyć, że temat macieżyństwa już mnie nie dotyczy- znieczulam sie powoli.
Smutno tu jakoś. Dziewczyny może jakieś pozytywne wieści po tak długiej ciszy. Potrzebujemy odrobiny nadziei :).
n/a
A może to Chlamydia Trachomatis?
głowa do góry!!
uda sie :)
nie poddajemy sie!
Agness - napisz jak starania..
Add your comment