Bardzo ciekawy reportaż pod tytułem "Kupiona ciąża rodzi kłopoty", opublikowany w "Przekroju", opowiada o losach Kajtka, który ma trzy matki i dwóch ojców, o historii in vitro w Polsce oraz o handlu usługami surogatek.
W tekście (jego pełna wersja - tutaj) czytamy m.in.
O zabiegach sztucznego zapłodnienia rozmawia się w Polsce najczęściej przez pryzmat ideologii, rzadziej przez fakty i daty. A szkoda, bo wtedy łatwiej byłoby zrozumieć, dlaczego poczęty w probówce Kajtek ma kłopot ze zbyt dużą liczbą matek i ojców. I dlaczego do umieszczenia Kajtkowego zarodka w pewnej kobiecie nie przyznaje się dziś żaden polski lekarz.
Fakty na temat dzikiego biznesu, jakim w naszym kraju pozostaje rynek płatnych zabiegów in vitro, wychodzą na jaw przypadkiem, przy okazji procesu w Sądzie Rejonowym w Warszawie. Wytoczyła go kobieta, która za pieniądze urodziła chłopca. Sprawa właśnie nabiera rumieńców.
[...]
Formalnie w Polsce (w której awantura o in vitro zapewne potrwa jeszcze wiele lat) matki zastępcze nie istnieją, choć w Internecie w potencjalnych surogatkach – i to bez żadnych pośredników – można przebierać jak w ulęgałkach.
Tak jak przebierać można w klinikach leczenia bezpłodności, które istnieją na własnych prawach, a z których, gdy zaczynają się problemy, znikają papiery, nazwiska i zarodki. I to w nich produkuje się ciąże na sprzedaż, bo formalnie nikt tego nie zabrania. Tak jak rok temu wyprodukowano Kajtka, który – choć nie zostały zachowane żadne standardy adopcyjne – żyje dziś nie w Łodzi, gdzie się urodził, lecz w domu z ogrodem w Warszawie. Wychowują go mężczyzna, co do którego nie ma obecnie pewności, czy jest ojcem chłopca, i kobieta, która nie ma do Kajtka żadnych praw.
To jest wina braku prawa i regulacji - wszystkie cywilizowane państwa mają uregulowany status leczenia niepłodności, zabiegów in vitro, matek zastępczych (zabronione lub nie) , adopcji zarodków i ich przechorowania. Mało tego w większości państw zapłodnienie pozaustrojowe jest refundowane. Dlaczego czegoś takiego nie można zrobić w Polsce ?? - być może nikomu na tym nie zależy. Kliniki działają bez kontroli, politycy boją sie tematu jak ognia, a kościół spi spokojnie bo prawa regulującego "morderczą technikę" nie ma .Tylko co z tego? - po za tym,że żyjemy w zakłamaniu...czy na tym to ma polegać i jak długo. Kto na tym traci??- pacjenci....i Kajtek. Szczerze... osobiście wspóczuje rodzicom z Wawy. bo to oni są prawdzwi...a nie nieuczciwa surogatka. Każdy z nas zrobiłby wiele aby mieć własną pociechę. Łatwo jest moralizować - trudniej gdy człowiek znajduje sie w takiej sytuacji...
Masz rację, trudno coś dodać.
A tekst z "Przekroju" jest jednym z ciekawszych jakie czytałem na ten temat, obszerny i poruszający kwestie zarówno osobiste, jak i prawne.
nic dodać nic ując...
Dodaj komentarz